wtorek, lutego 05, 2008

"Piekielny Dzień" albo pożar w Rzeszowie

Dzisiejszy dzień rozpoczął się z szatańskim pomrukiem, tylko po to by za chwilę zamienić się w chocholi taniec przy wtórach diabelnej kapeli. Pierwsza oznaka - autobus, kierowca nie przywitał nikogo co prawda swojskim okrzykiem "Ave Satan", ale przyjechał kilka minut przed czasem. Co gorsza, autobus był czysty! Wyposażony był w ekstra wygibares: licznik prędkości. Raz na jakiś czas na głównym wyświetlaczu pokazywała się aktualna prędkość. Niesamowity ten autobus na przystankach przy wsiadających ludziach osiągał zawrotną prędkość 30 km/h, maksymalna prędkość jaką rozwijał było prawie 250 km/h. Niesamowite, siedząc w środku nie czułem tego zawrotnego speeda. Piekielne urządzenie.
Oznaka druga - pożar, otwarte piekło. Wybuchł pożar magazynie materiałów chemicznych. Taaa, materiałów chemicznych. Ja znam materiały chemiczne, one się tak nie palą. To musiało piekło rozewrzeć swoje podwoje.
Miej nas Panie w swojej opiece!

6 komentarzy:

Dobowet pisze...

A ty byłeś niedaleko tego magazynu jak to sie stało? Czy właśnie jechałeś autobusem?

Gluth pisze...

Może nie jechałem tam autobusem, ale kto może wiedzieć co się z autobusem działo gdy już z niego wysiadłem?

Aquarella pisze...

O, faktycznie, coś mi się obiło o uszy, ale nie sam wybuch, a informacje o nim. ;)

Anonimowy pisze...

Ja tylko dym widziałam.

Nene

Anonimowy pisze...

aqarella dziękuj bogu ze to nie wybuch obił ci sie o uszy, mogłoby być źle (choć informacje też potrafią ranić)
G

Gluth pisze...

Widzicie, podpalić nie było komu, ale grzać to się wszyscy przylecieli.

Prześlij komentarz