piątek, listopada 17, 2006

Helllo łin

Helołin panie i panowie, helołin. Dnia ostatniego października wszelkie dziwne duchy i duszyska wyłażą ze swoich niecnych nor by kalać świętą czystość naszego globu rodzinnego swoja obecnością. Chwyćmy wraz za widły i pochodnie by przegnać te duchowa hołote tam gdzie jest ich miejsce.

Chcąc uczcić ten niezwykły dzionek uczyniłem rzeźbę, ludka wyrzniętego z dyni który szczerzy swoje zębiska na każdego kto śmie przerywać mu jego żywot swoja obecnością. Był fajny, dałem mu na imie Jaś, niestety po kilku dniach świecenia oczami zaczął się gwałtownie starzec, coraz bardziej się marszczył i garbił. W końcu nadszedł jego koniec i udał się do śmietnikowego miejsca wiecznego odpoczynku.







Przed i Po

1 komentarz:

Bartosz pisze...

A ja widzialem na zywo!

Prześlij komentarz