niedziela, sierpnia 16, 2009

Pewien Bar

To był zimny listopadowy wieczór. Lało już trzeci tydzień. Siedziałem w swoim biurze, trzymając nogi na biurku i zastanawiałem się czy butelka whisky z dolnej szuflady biurka jest tylko w połowie pusta czy też jest pusta całkowicie.
Wtedy do mojego biura weszła ona - jej włosy w kolorze starej rdzy układały w fale na alabastrowych ramionach. Zapuchniętymi zielonymi oczyma patrzyła na mnie spoza czarnej woalki.
"Panie Kołolski, musi mi pan pomóc"...


Znacie ten gatunek filmowy - film noir. Czarno biały film, w którym głównym bohaterem jest podupadły detektyw (najczęściej alkoholik), u którego pomocy szuka niezwykła piękność (która nawiasem mówiąc często później ginie). Charakterystyczne w tych filmach jest to, że główny bohater jest jednocześnie narratorem, zasypującym widza szczegółami ze swego nudnego życia.

Często występuje w tych filmach podobna sytuacja:

Upierdliwy dzwonek telefonu przerwał bębnienie deszczu o szyby. Musiałem porzucić rozmyślania na temat ostatnich wydarzeń:
"Kołolski, słucham" - rzuciłem w słuchawkę
"Kołolski?" - zapytał zduszony głos
"No tak się nazywam. Słucham"
"Wiem kto zabił tę cizię od Jamesa. Bądź za godzinę w barze Koko-Bongo, na ulicy Bulwarowej"
Rozłączył się. Niestety będę musiał wyjść na ten cholerny deszcz...


Moje miasto, Rzeszów jest naprawdę niezwykłym miejscem. Podczas jednego z moich codziennych spacerów znalazłem taki o to bar:







Kiedyś odważę się wejść do środka. Może nie dostanę od razu w głowę, jak większość kapusiów.

2 komentarze:

Dobowet pisze...

Od kiedy jesteś kapusiem?

Gluth pisze...

Od kiedy policja dobrze płaci :P i unieważnia mandaty :bomba:

Prześlij komentarz