wtorek, stycznia 16, 1990

Naprzeciwko mnie

Naprzeciwko mnie, w autobusie usiadł garniturowiec w ciemnych okularach. Popatrzył mi prosto w oczy i powiedział:
- No i jak tam życie panie Kowalski?
- Bardzo kurde zabawne. Które to pana przysłało?
- To nie jest ważne. To dla pana. Pan jest ważny.
Dał mi zalakowaną kopertę i wysiadł z autobusu. Próbowałem patrzeć za nim, lecz znikną w tłumie. Zalakowana koperta? Kto się teraz bawi w takie pierdoły? Pieczęć z piramidą? Kurde. Ktoś się nie źle na starał.
Łamie pieczęć. Jedna kartka, na niej jedna linijka:
„Różowy kotek pieprzy zieloną świnkę”.
Maszynopis. Prosta czcionka. Ciekawe jaki popapraniec to wymyślił. Zaczynam się wkurzać.
Pisk opon i ciche uderzenie. Wszechogarniający syk wypełnił autobus. Otwarły się drzwi. Ludzie z przerażeniem wybiegli na pas zieleni. Dołączył do nich kierowca. Mówił coś o nie dawnym remoncie, pieprzonych kontrahentach.
Wzruszyłem ramionami. Dzisiaj wracam na piechotę. Nie, żebym był przesądny. Po prostu ładna pogoda.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza