sobota, stycznia 20, 1990

Podroznik

Siedziałem w międzygwiezdnym centrum. Czekałem na swój lot. Miałem lecieć na Marsa w poszukiwaniu pracy. Wstałem by się przejść gdy w kącie sali ujrzałem jego.
Bawił się jakimś kryształem na łańcuszku, wyglądał trochę dziwnie.
- Witaj Przyjacielu co porabiasz? – zagadnąłem do niego.
- Witaj! Pewnie nie uwierzysz. Nikt nie uwierzyłby. – zaczął nie proszony – Szedłem sobie do szkoły, a tu puuf! I znalazłem się tutaj.
Myśląc, że to świr szybko zmieniłem temat rozmowy:
- Co to za kamień?
- Kryształ górski.
- Oryginalny? Z Ziemi.
- Nooo.
- Przecież Ziemia została zniszczona wieki temu.
Na tę nowinę naszyjnik wypadł mu z ręki, zaniemówił po czym… zniknął.
Bez żadnych efektów specjalnych, ani błysków. Po prostu jest a za chwilę go nie ma. Zostawił naszyjnik. W chwili gdy próbowałem, go wziąć zafalował i zniknął.
Wstałem i wyszedłem gdyż właśnie zapowiadano mój lot na Ziemie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza