poniedziałek, stycznia 08, 1990

Ogród

Obudziło go szturchniecie. Leżał pośród róż. Czarnych róż. Nad nim stal ogrodnik w słomianym kapeluszu i z sekatorem w ręce. Gestem nakazał mu wstać i iść za sobą. Byli w niedużym ogródku otoczonym wysokim żywopłotem.
- Gdzie jestem?
Uśmiech ogrodnika.
Ogrodnik był stary. Na pooranej zmarszczkami twarzy malował się spokój i pewien rodzaj szczęścia. Codziennie doglądał róż. Czasami zakwitały nowe. Nigdy żadna nie zwiędła.
- Co jest za żywopłotem?
Wzruszenie ramion.
- Sprawdziłeś?
Zaprzeczenie.
- A chciałeś?
Cisza.
Pewnego dnia ogrodnik zniknął. Został sam. Tego dnia wspiął się na żywopłot. Zobaczył ogród, a za nim następny, następny...
Czegoś takiego nie widział jak żyje.
Żyje?
Tego dnia w ogrodzie znalazł jeszcze jedną czarną róże.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza