wtorek, stycznia 02, 1990

Nie znała go

Nie znała go. On nie znał jej. Widziała go, jako jedyna. Całkowicie siwy mężczyzna w podeszłym wieku. Odziany na czarno, w długim płaszczu i z torbą przewieszona przez ramię.
To była środa, kilka dni po jej 21 urodzinach. Środek dnia, środek miasta. Pisk opon, tępy odgłos. Wypadek. Tłum gapiów. W oddali wycie karetki.
Czas zwalnia.
On. Wyłania się z tłumu. Podchodzi do leżącego na ulicy klęka. Swoją dłonią obejmuje usta ofiary. Mieniąca się kula wypływa z ciała podążając za unoszoną w górę ręką. Torba przyjmuje ten dziwny ciężar.
Spojrzenie.
Ona. Cały czas patrzy mu w oczy. On. Odwzajemnia to spojrzenie. Zaskoczony. Zdziwiony. Zmęczony.
Czas.
Przyjeżdża karetka. Nieznajomy znika. Tłum się rozpływa.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza